|Back to articles|
Jak Polak z Irlandczykiem...
Zbyszek ma 48 lat i jest tak zwanym statystycznym Polakiem od kilku miesięcy mieszkającym w Dublinie. Na co dzień pracuje jako „construction worker”. Praca na budowie lekka nie jest, ale Zbyszek nie cierpi na depresję, nie tęskni za rodziną – żona Grażyna i syn Zbyszek Jr. są tu z nim. Zbyszek nie narzeka na los budowlańca, po pracy nie zamyka się w domu i nie ogląda polskiej telewizji. Często wychodzi, by spotkać się z przyjacielem z pracy – 23-letnim Irlandczykiem, Seamusem. Razem chodzą do pubu, na ryby, spacerują po ulicach miasta. Obaj panowie są już w Dublinie dobrze znani, ale na popularność nie narzekają. – To całkiem przyjemne. Nigdy wcześniej nie miałem tylu znajomych – mówi Zbyszek. Seamus natomiast przyznaje, że Polacy są milsi niż mu się wydawało. – Ze Zbyszkiem zaprzyjaźniłem się od razu. Mimo sporej różnicy wieku dogadujemy się bez problemu. Dzięki niemu poznałem wielu ludzi, w większości Polaków właśnie. Wszyscy są bardzo sympatyczni – dodaje Seamus. Zbyszek bez najmniejszego zażenowania mówi wprost – Jestem gwiazdą. Pytam jak to się stało, że, wydawałoby się, przeciętny pracownik budowlany, osiągnął taki sukces. – Wszystko przez Elizę. To dzięki niej istniejemy. A właściwie dzięki temu, że pojechała na kontrakt do Madrytu. Podobno się tam nudziła i w końcu zaczęła intensywnie pracować nad tym, o czym myślała od dawna... W końcu, w listopadzie 2007, pojawiliśmy się w Dublinie – opowiada Zbyszek.
„Wszystko przez Elizę” utkwiło mi w pamięci. Namawiam więc Zbyszka i Seamusa, by poznali mnie z dziewczyną, dzięki której Irlandii przybyło dwóch bohaterów. I choć nie było to łatwe, udało się...
Z Elizą spotykam się w jednym z dublińskich pubów. Pewnie i tu kiedyś był Zbyszek i jego przyjaciel Seamus... Przy małym stoliku na końcu sali siedzi dziewczyna – krótkie włosy, okulary – zgadza się, to Eliza. Pochodzi z Polic koło Szczecina, ma 29 lat, z zawodu jest technikiem informatykiem. Do Dublina przyjechała trzy lata temu. Jak przyznaje, wtedy nie myślała o Zbyszku i Seamusie. – Jak większość, przyjechałam tu, bo chciałam żyć inaczej, lepiej niż w Polsce. W Policach pracowałam w wydziale promocji tamtejszego Urzędu Gminy. Nie było szans na rozwój, a nie chciałam stać w miejscu i czekać aż w kraju zmieni się na lepsze – mówi. Dzisiaj Eliza przyznaje, że po trzech latach pobytu w Irlandii to tu jest jej dom. – Tutaj czuję, że żyję – dodaje krótko.
Nareszcie razem, czyli Zbyszek i Seamus...
Rok temu życie zawodowe Elizy na trzy miesiące rzuciło ją do Madrytu. - Pojechałam tam na kontrakt i... strasznie się nudziłam. Zaczęłam więc intensywnie pracować nad tym, co od dawna chciałam zrobić, czyli...komiks... I tak powstał „Zbyszek”, a właściwie „Zbeschek & Seamus” – przyznaje.
Historie „Zbeschka i Seamusa” to malowane prostą, niemal dziecięcą kreską przygody Polaka i Irlandczyka. Opowieści, które w zabawny, a czasami złośliwy sposób, wytykają przywary obu nacji. – W Polsce często myśli się, że przeciętny emigrant ma czterdzieści kilka lat, pracuje na budowie, nie zna języka i przyjechał tylko po to, by zarabiać... Ja się z tego śmieję, bo wiem, że tak nie jest – Zbeschek zna angielski bardzo dobrze – śmieje się Eliza. – Wiem też, że nie każdy Irlandczyk, jak Seamus, nosi dres i złoty łańcuch na szyi. Ale takie są stereotypy, z których drwię – dodaje. Choć „Zbeschek & Seamus” to pierwszy tak duży komiks Elizy, jej debiut jako rysownika miał miejsce dobrych kilka lat temu. – W liceum pojechałam na wymianę do Stanów Zjednoczonych. Tam na zajęciach z dziennikarstwa w szkolnej gazetce opublikowałam swój pierwszy komiks. Tematyka tamtych rysunków była jednak zupełnie inna – opisywałam swoich szkolnych rówieśników – opowiada.
Historie prawie prawdziwe...
Opowieść o Zbeschku i Seamusie składa się na razie z 38 krótkich komiksów inspirowanych codziennością. – To rodzaj bloga. Opisuję świat, który mnie otacza. Część komiksów opatrzona jest wprowadzeniem lub krótkim komentarzem. To dlatego, że niektórzy odwiedzający stronę są spoza Irlandii. Poza tym nie wszyscy na bieżąco śledzą wiadomości i mogliby nie znać kontekstu, a wówczas historia po prostu nie byłaby zabawna – tłumaczy Eliza.
Zbeschek i Seamus wady obu nacji opisują nie tylko dowcipnie, ale i dosadnie. Mimo to, na stronie nie ma komentarzy krytykujących rysunki. – Zapewniam, że nie usuwam wpisów. Sama jestem zaskoczona, że są tylko pozytywne opnie. W ogóle dziwię się, że ktoś śledzi „życie” Zbeschka i Seamusa. Początkowo sądziłam, że nikogo nie zainteresuje taki komiks, a tu proszę, taka niespodzianka – mówi Eliza.
„Zbeschek & Seamus” mają już stałe grono fanów. Liczba sympatyków ciągle rośnie... I nic w tym dziwnego. „Zbeschek & Seamus” to historie o nas i naszych irlandzkich przyjaciołach. A przecież nie ma nic lepszego niż śmianie się z siebie. Prawda?
Kim jest?
Eliza Bielewicz – ma 29 lat. Pochodzi z Polic koło Szczecina. W Dublinie jest od trzech lat. Jest autorką komiksu „Zbeschek & Seamus” opisującego przygody Polaka i Irlandczyka. Krótkie historie w zabawny i uszczypliwy sposób wytykają wady i wyśmiewają stereotypy dotyczące obu narodów.
“Zbeschek & Seamus” na odwiedziny czekają codziennie pod adresem
www.bielewicz.com
Agnieszka Maciesowicz
źródło: Polska Gazeta, 15 maja 2008
|Back to articles|